Czy warto przejechać pół Europy dla pasji? Czy 23 godziny w trasie, ciągłe planowanie i walka z czasem mogą być czymś więcej niż tylko zmęczeniem?
Dla nas odpowiedź była oczywista.
Tydzień po wyprawie do Warszawy nadszedł moment, na który czekaliśmy od dawna. Obraliśmy kierunek na Hamm w Niemczech — miejsce jednej z największych giełd terrarystycznych w Europie. To właśnie tam spotykają się hodowcy i pasjonaci z całego świata, a każdy kolejny stół potrafi zaskoczyć czymś wyjątkowym. Hamm to serce europejskiej terrarystyki i trudno było przejść obok niego obojętnie.
Podróż trwała 23 godziny i była prawdziwym sprawdzianem. Cała trasa upłynęła pod znakiem planowania i myślenia o zwierzętach, które miały wrócić z nami do hodowli. Razem z Dawidem szczegółowo rozpisaliśmy potrzeby poszczególnych gatunków — wielkości pojemników, warunki transportu i zabezpieczenia. Zatrzymaliśmy się w Poznaniu, by zaopatrzyć się w dziesiątki pojemników. Komfort i bezpieczeństwo zwierząt od początku były dla nas absolutnym priorytetem.
Po giełdzie w Hamm nasza hodowla powiększyła się o wiele nowych gatunków, wśród których znalazły się m.in.:
Bavayia borealis
Chondrodactylus angulifer
Coleonyx mitratus
Cyrtodactylus irianjayaensis
Eurydactylodes agricolae
Eurydactylodes occidentalis
Eurydactylodes vieillardi
Gekko badenii
Goniurosaurus hainanensis
Lepidophyma flavimaculatum
Nephrurus amyae
Nephrurus levis
Nephrurus wheeleri
Oedura castelnaui
Oedura fimbria
Oedura monolis
Phyllurus amnicola
Rhacodactylus leachianus
Sceloporus malachiticus
Sceloporus minor
Tarentola boettgeri
Tarentola chazaliae
Terratoscincus roborowski
Trapelus savignii
Underwoodisaurus milli
Uroplatus ebenaui
Uroplatus pietschmanni
Varanus acanthurus
Xenagama taylori
Zdecydowana większość zwierząt pochodziła od zaprzyjaźnionych hodowców, których znamy i którym ufamy. Jedynym wyjątkiem był Trapelus savignii — osobnik z odłowu. Pozostałe gady były urodzone w niewoli, zdrowe i odpowiednio przygotowane do zmiany miejsca.
Po powrocie zmęczenie zeszło na dalszy plan. Po kilku godzinach snu zwierzęta zostały natychmiast rozlokowane, a kolejny dzień upłynął pod znakiem intensywnej pracy. Każdy pojemnik musiał zostać odpowiednio przygotowany — wykonana wentylacja, dodane kryjówki, przygotowane wcześniej umyte elementy wyposażenia oraz otuliny, które dają zwierzętom poczucie bezpieczeństwa. Było to dwanaście godzin pracy bez przerwy, ale wiedzieliśmy, że to etap, którego nie można pominąć.
Wyprawa do Hamm była dla Dragon Berg ogromnym krokiem naprzód. Nie tylko znacząco poszerzyliśmy skład hodowli, ale przede wszystkim utwierdziliśmy się w przekonaniu, że idziemy w dobrym kierunku. Od samego początku budujemy to miejsce z odpowiedzialnością, rozwagą i szacunkiem do zwierząt — krok po kroku, bez skrótów.





